Zarabiaj w internecie! Kiedy chcesz i ile chcesz! [ZOBACZ JAK!]

Czasy wszechobecnego internetu są piękne. Możemy oglądać odległe miejsca z całego świata dzięki Google Maps, przeglądać miliardy filmów w serwisie YouTube, komunikować się z praktycznie dowolną osobą na świecie dzięki Skype’owi czy pozyskiwać wiedzę z niedostępnych wcześniej archiwów. Dlaczego więc nie zarabiać w internecie? Możesz freelancować, pisać bloga, zostać YouTubowym twórcą, programować, tworzyć strony internetowe, zarządzać sieciami… no tak… ale przecież do tego trzeba coś umieć. Hmm, co by tu… WIEM! Pojadę na szkolenie i zacznę wkręcać ludziom bajki z kryptowalutami!

Ten prześmiewczy początek proszę traktować z przymrużeniem oka – kryptowaluty to poważny gracz na rynku internetowym i finansowym. To nie ulega wątpliwości. Sukces BitCoina pokazuje to bardzo dosadnie.  Obecnie nie ma w internecie żadnej innej kryptowaluty, która mogłaby dorównać potędze BTC, ale kto wie, być może niedługo się to zmieni. Niestety, każdy kij ma dwa końce – sukces BTC pozwolił na wyjście z szafy wielu demonów, pseudo-kryptowalut opartych o zasadę piramidy finansowej. FuturoCoin, DasCoin, OneCoin to tylko nieliczne z setek tworów czyhających na nieświadomych niczego śmiertelników. Wróćmy jednak do BitCoina.

Co to jest BitCoin?

Historia sięga roku 2009, kiedy to osoba, bądź grupa osób kryjąca się pod pseudonimem Satoshi Nakamoto stworzyła BitCoina. Abstrahując od technologicznych zagadnień pokroju kryptografii czy sieci P2P wykorzystywanej przy płatnościach BitCoinem, miał on w założeniu stać się anonimową walutą internetową. To znaczy historia transakcji ma być jawna, niemożliwe ma być natomiast ustalenie właściciela konkretnego “portfela”, czyli miejsca przechowywania waluty.

BTC pozyskiwane jest przez tzw. górników, czyli osoby, które dzięki mocy obliczeniowej komputerów (głównie GPU, czyli kart graficznych) dokonują skomplikowanych obliczeń, aby “rozbijać” bloki (zakodowane w SHA-256) z upragnionym “internetowym złotem”. Jest to obecnie zadanie piekielnie trudne i uważa się, że czasy górników-amatorów bezpowrotnie minęły. BTC jest siecią samo kontrolującą się, tzn. zwiększenie liczby górników nie przekłada się na przyspieszenie wydobywania BitCoinów, co skutecznie trzyma w ryzach wartość waluty i daje jej realne odzwierciedlenie w rzeczywistej pracy włożonej przez górników.

Kurs BitCoina – aktualnie ok. 7500 zł za 1BTC. Źrodło: bitcoin.pl z dnia 21.05.2017

BTC jest bardzo skomplikowanym tworem i opisanie jego działania w tak krótkim artykule jest niemożliwe – jeżeli was to interesuje – poczytajcie więcej. Problem, który chce poruszyć leży jednak w innych “kryptowalutach”. Na tapetę chciałem wziąć popularnego dziś DasCoina, tak wychwalanego przez podwórkowych “specjalistów” od marketingu sieciowego. chcących pomóc ci zarabiać miliony bez wychodzenia z domu.

Dlaczego DasCoin (i inne piramidy finansowe) jest be?

DasCoin jest tworem Michaela Matchiasa, Johna Pretto, Georga Sarcevicha i Terryego O’Hearna, Panów odpowiedzialnych m.in. za EmGoldex, Chardfords czy BeWiseTrader. Co łączy te trzy twory z naszym kochanym DasCoinem? Wszystkie nie spełniają najważniejszej zasady dobrej kryptowaluty – nie są zdecentralizowane. Wszystkie prawdziwe pieniądze, które biorą udział w biznesie zwanym DasCoin trafiają najpierw na konta właścicieli, a dopiero później są rozdysponowane (na zasadzie pakietów) na pozostałych użytkowników. Między innymi za to ilu frajer… ile osób udało się namówić do tego, żeby też zakupili DasCoina. Posłużę się przykładem, który mógłby się wydarzyć w czasach sprzed internetu.

Grupa trzech Panów, szanowanych biznesmenów, wymyśliło sobie, że przez określoną ilość czasu (załóżmy 10 lat) będą sukcesywnie produkować małe kuleczki. Łącznie przez te 10 lat wyprodukują 10 000 000 sztuk. Po wyprodukowaniu pewnej ilości, nasi dzielni Panowie postanawiają sprzedawać te kuleczki w pakietach, dajmy na to:

  • pakiet Standard 100 dolarów za 100 kuleczek,
  • pakiet Extra 400 dolarów za  500 kuleczek,
  • pakiet Deluxe 800 dolarów za 1 000 kuleczek,
  • Pakiet SuperMegaExtraHiper 3 000 dolarów za 5 000 kuleczek.

Pieniądze ze sprzedaży kuleczek trafiają oczywiście na konto Panów biznesmenów. O kuleczkowym biznesie zrobiło się trochę głośno, ale nie na tyle, aby to usatysfakcjonowało dzielnych twórców. Wpadli więc na pomysł, aby każdy, kto namówi inną osobę do kupna kuleczek, dostawał prowizję od jego zakupu. Słowem, jeżeli ktoś namówił kogoś do kupienia pakietu kuleczek, dostawał część pieniążków Panów biznesmenów (część w prawdziwej gotówce, a część w kuleczkach). Marketing się opłacił, bandy napalonych amatorów marketingu zaczęły biegać po znajomych i wciskać im pakiety niepotrzebnych kuleczek. Stali na placach krzycząc, że kupienie kuleczek zmienia życie, a osoby, które dokonają zakupu będą się śmiać z tych wszystkich jełopów pracujących po 8 godzin w kopalniach węgla. Panowie biznesmeni wymyślili oczywiście kilka ciężkich do wymówienia zwrotów, aby wywołać w prostych ludziach odczucie, że mają do czynienia z czymś naprawdę ważnym, nowoczesnym, niedostępnym dla każdego. Zaczęli organizować też spotkania na których chwalili się swoimi luksusowymi samochodami, wybornym jedzeniem, darmowymi napojami, blichtrem i przepychem. Za to wszystko była jednak sroga cena – “marketingowi geniusze” musieli zniżyć się do poziomu oszusta, który ludziom niemającym pojęcia o kuleczkowym biznesie wciska bajki o luksusowym życiu, którego sam nie osiągnął i nigdy nie osiągnie.  A Panowie biznesmeni? Żyli sobie w dostatku ze swoich pozostałych 70% wpłat dokonywanych przez pewnych siebie “królów życia”.

Koszty licencji (pakietów) DasCoina. Źródło: netleaders.com

To smutna historia, która w przybliżeniu pokazuje mechanikę działania DasCoina i większości innych “pseudo-kryptowalut” opartych o zasadę piramidy finansowej. DasCoin sam o sobie mówi zresztą “hybrydowa kryptowaluta“, co jest idealnym słowem wytrychem na osoby, które zarzucą mu niecne praktyki  Piszę o tym dlatego, że ostatnio jak grzyby po deszczu pojawiają się cwaniacy, chcący robić biznes na nieświadomych ludziach. Ogłaszając się na portalach społecznościowych czy zapraszając na “spotkania”, mające wkręcić kolejnych śmiałków w ten świat. Świat oparty na zakłamaniu i wyimaginowanym przeświadczeniu o własnej wyższości nad systemem. Niestety, stare przysłowie “nie ma nic za darmo” znowu jest prawdziwe. Jeżeli spotkacie w waszym otoczeniu jednego z naciągaczy – nie dajcie się zwieść wyuczonym hasłom i obietnicom świetlanej przyszłości. W internecie można zarobić, ale trzeba się też narobić.

Zostaw komentarz

To też może ci się spodobać